Kilka dni temu udało mi się podejść do koziołka.

Następnego dnia rano wróciłem i był tam znowu, ale z dużym stadem saren.
Kiedy się do nich skradałem, z boku wyłonił się lisek.

Niestety, dostrzegł mnie i skoczył prosto w stronę saren.

Stado się rozproszyło. Została tylko jedna, która nie dość, że się nie bała to jeszcze puszczała do mnie "oczko"

Pozowała prawie 15 minut.

Później się znudziła i poszła się bawić z bażantem.

Chyba się zmęczyła bo postanowiła się zdrzemnąć.

Potem się trochę "poprzeciągała".

Na koniec szeroko się "uśmiechnęła" i zniknęła w leszczynach.

Taka sobie foto-historyjka
